- stan czaszy i jej powierzchni, bez wgnieceń i wygięć,
- uchwyty, maszt i wszystkie śruby, bez luzów i śladów rdzy,
- konwerter i jego plastikową osłonę, bez pęknięć i wody w środku,
- kable na elewacji i w puszkach, bez pęknięć izolacji,
- złącza typu F przy antenie i przy dekoderze,
- poziom i jakość sygnału w menu dekodera.
Jeśli czasza jest wyraźnie odkształcona, uchwyt ugina się pod lekkim naciskiem, a osłona konwertera od strony nieba ma rysy i pęknięcia, instalacja wymaga naprawy, a nie tylko obejrzenia. Na wysokich dachach lepiej od razu umówić montera z uprzężą i ograniczyć się do części wewnętrznej.
Do samodzielnego przeglądu wystarczy kilka podstawowych rzeczy: klucz płaski do dokręcania złączy, nóż do zdejmowania izolacji, miękka szmatka do czyszczenia czaszy i stabilna drabina, jeśli antena wisi na ścianie. Warto też mieć pod ręką latarkę, żeby zajrzeć w ciemne zakamarki za konwerterem i w puszki na elewacji. Do pomiaru sygnału nie potrzeba żadnego sprzętu – dekoder pokazuje poziom i jakość odbioru w swoim menu, a te liczby wystarczą, żeby ocenić, czy instalacja pracuje prawidłowo.
Czasza i mocowania – na co zwracać uwagę
Czasza to największy i najbardziej widoczny element instalacji, ale paradoksalnie rzadko bywa źródłem awarii. Najczęściej problem leży w mocowaniach, które z czasem luzują się albo rdzewieją. Warto sprawdzić, czy wszystkie śruby są dokręcone, czy obejmy nie mają śladów korozji i czy uchwyt nie odkształcił się pod wpływem wiatru. Lekkie drgania czaszy przy mocnym podmuchu to normalne zjawisko, ale wyraźne kołysanie całego uchwytu to sygnał, że trzeba działać.
Powierzchnia czaszy zbiera kurz, liście, sadzę i ptasie odchody, a zimą śnieg i lód. Gruba warstwa zabrudzeń potrafi osłabić odbiór, dlatego raz na jakiś czas dobrze jest umyć czaszę miękką szmatką z wodą, bez ostrych narzędzi i środków ściernych, które porysowałyby powłokę. Śnieg i lód najlepiej usuwać delikatnie, miękką szczotką albo miotłą, uważając, żeby nie wgnieść blachy.
Dobrze też sprawdzić, czy czasza nie jest wygięta – na przykład po uderzeniu gałęzią albo gradem. Nawet niewielkie odkształcenie powierzchni odbija sygnał w złym kierunku i obniża poziom odbioru, a wyprostowanie blachy na kolanie rzadko kiedy przywraca pierwotne właściwości. Jeśli czasza jest mocno wgnieciona albo skręcona, rozsądniej wymienić ją na nową, niż walczyć z ustawieniem uszkodzonej.
Kabel antenowy i złącza – najczęstsze źródło kłopotów
Najwięcej kłopotów z instalacją satelitarną sprawiają nie czasza ani konwerter, tylko kable i złącza. Osłona przewodu pęka od słońca, do środka dostaje się woda, a przy dekoderze zaczyna się przerywanie obrazu akurat podczas deszczu. Dlatego przy przeglądzie dobrze jest przejechać dłonią po przewodzie na całej dostępnej długości i poszukać miejsc miękkich, spuchniętych albo przetartych.
Do przewodów układanych na zewnątrz najlepiej nadają się modele klasy A, na przykład Triset-113, z podwójnym ekranem i impedancją 75 omów. Wariant z powłoką polietylenową (PE) bez problemu znosi deszcz i mróz, a żel wypełniający kabel chroni żyłę środkową przed wilgocią. Jeżeli na elewacji wisi cienki, stary przewód bez żadnych oznaczeń, rozsądnym rozwiązaniem jest wymiana całej długości na kabel o podobnych parametrach zamiast łatania pojedynczych odcinków.
Złącza typu F i ich wymiana
Przy okazji przeglądamy złącza typu F. Każde, które ma luz, śniedź albo nadmiar odkrytego oplotu, należy zaciąć na nowo. Najtrwalsze są złącza kompresyjne, zaciskane specjalnymi szczypcami – nie wymagają dokładnego zdejmowania izolacji i lepiej znoszą wilgoć niż zwykłe wkręcane.
Suivez - nous